Kredytobiorcy, którzy przez lata walczyli indywidualnie z bankami, tym razem domagają się rozliczenia instytucji państwowych za bierność wobec ryzykownych produktów finansowych.

Pozew grupowy opiera się na zarzutach dotyczących działań i zaniechań organów państwowych, które – zdaniem kredytobiorców – wiedziały o zagrożeniach związanych z kredytami frankowymi, lecz nie podjęły odpowiednich kroków, by chronić konsumentów. Szczególną rolę przypisuje się Komisji Nadzoru Finansowego, która dopiero w 2006 roku wprowadziła rekomendacje dla banków. Dokument ten zakładał jedynie symulację wahań kursowych o 20%, co w żaden sposób nie oddawało realnego ryzyka walutowego.

Celem pozwu jest nie tylko wykazanie winy państwa i nadzoru finansowego, ale także uzyskanie odszkodowań. Kredytobiorcy domagają się rekompensat za straty finansowe oraz za szkody niemajątkowe, takie jak stres i długotrwałe obciążenie psychiczne związane z obsługą zobowiązań. Sprawa będzie rozpatrywana przed Sądem Okręgowym w Warszawie, a osoby zainteresowane będą mogły do niej przystąpić po oficjalnym rozpoczęciu postępowania.

Instytucje państwowe dotąd unikały jednoznacznych komentarzy. UKNF nie zabiera oficjalnego stanowiska, a politycy konsekwentnie dystansują się od działań mogących uderzyć w sektor bankowy. Równolegle pojawiają się informacje o pracach nad systemowym rozwiązaniem problemu kredytów frankowych, lecz kredytobiorcy obawiają się, że jego głównym beneficjentem byłyby banki, a nie konsumenci.

Moment jest szczególnie istotny w kontekście oczekiwanego rozstrzygnięcia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczącego wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z kapitału. W przypadku korzystnego dla kredytobiorców wyroku konsekwencje dla sektora bankowego mogą być bardzo poważne. Przykłady, takie jak głośne wyrok kredyt we frankach, pokazują, że sądy coraz częściej stają po stronie konsumentów, a skala odpowiedzialności instytucji finansowych rośnie.

Jeśli sąd przyzna rację frankowiczom w pozwie zbiorowym, będzie to sygnał, że odpowiedzialność za brak nadzoru nad sektorem bankowym może spoczywać również na instytucjach państwowych. Otworzyłoby to drogę do dalszych roszczeń, także dla osób, które spłaciły już swoje kredyty, ale poniosły przy tym realne straty. Spór nabiera więc nowego wymiaru, a kredytobiorcy po latach indywidualnych batalii zaczynają działać wspólnie, wzmacniając swoją pozycję wobec banków i państwa.