Dotychczas to banki podejmowały próby dochodzenia wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z kapitału po unieważnieniu umowy. Teraz sytuacja może się odwrócić – konsumenci, którzy wygrali sprawy sądowe, mają prawo żądać rekompensaty za to, że instytucje finansowe przez lata obracały ich pieniędzmi bez podstawy prawnej. Podstawą takich żądań może być konstrukcja prawna bezpodstawnego wzbogacenia (art. 405 k.c.), ponieważ środki, które frankowicze przekazywali bankom w postaci rat, mogłyby w tym czasie służyć innym celom, np. inwestycjom.
Koszt postępowania w takim przypadku nie jest wysoki – stała opłata wynosi 1000 zł, a potencjalne korzyści mogą sięgać dziesiątek, a nawet setek tysięcy złotych. Wysokość zasądzonych kwot zależy m.in. od sumy spłaconych rat, czasu, przez który bank dysponował pieniędzmi, oraz przyjętej metody wyceny strat.
Frankowicze mogą również kierować do sądu inne roszczenia, takie jak:
- waloryzacja wpłat w oparciu o inflację,
- odszkodowanie za szkody majątkowe, np. nadpłacone raty, koszty notarialne czy windykacyjne,
- zadośćuczynienie za szkody niemajątkowe – stres, obniżenie jakości życia, a w skrajnych przypadkach również za próby egzekucji komorniczej.
Warto pamiętać także o ustawowych odsetkach za opóźnienie. Obecnie wynoszą one 12,25% w skali roku, co oznacza, że przy roszczeniu 100 tys. zł kredytobiorca może otrzymać dodatkowo ponad 12 tys. zł za każdy rok oczekiwania.
W praktyce złożenie pozwu może więc oznaczać nie tylko całkowite uwolnienie się od toksycznego zobowiązania, ale również uzyskanie dodatkowej rekompensaty za lata niesprawiedliwego traktowania przez bank. Dlatego kredyt we frankach pozew pozostaje dziś dla konsumentów nie tylko narzędziem obrony, ale także realną szansą na odzyskanie należnych środków.